Poniedziałek, 27 lipca 2026
Imieniny: Natalia, Aureliusz, Rudolf

Skarb w kryształowym wazonie: jak 12-latek z Miastka znalazł rzymskiego aureusa

Reklamuj sie w tym artykule

W latach 80. XX wieku na działce ogrodowej w Miastku, niedaleko zakładu wodociągów, młody Tomasz Jurgielewicz kończył prace melioracyjne. Postanowił jeszcze wykopać robaki na ryby – i wtedy natrafił na mały, zabrudzony krążek. Kiedy go przetarł, błysnął. Chłopiec nie zdawał sobie sprawy z wartości znaleziska – wrzucił je do domowego kryształowego wazonu.

Dopiero namowa rodziców skłoniła go do wizyty u miejscowego jubilera. Ten od razu stwierdził, że przedmiot wykonany jest z czystego złota i chciał go odkupić, ale nastolatek się nie zgodził. Choć wiedział już, że to złoto, wciąż nie miał pojęcia, że trzyma w rękach rzymskiego aureusa – jednego z najrzadszych numizmatów, jakie kiedykolwiek znaleziono w Polsce.

Lekcja chemii, która zmieniła wszystko

Spóźnienie do szkoły okazało się przełomem. Tomasz spóźnił się na lekcję chemii u pani Urszuli Lange. Na pytanie o powód spóźnienia odpowiedział zgodnie z prawdą – był u jubilera i pokazał znalezisko. Nauczycielka od razu zorientowała się, że to może być niezwykle cenna moneta. Skontaktowała się ze słupskim konserwatorem zabytków, Zdzisławem Daczkowskim.

U jubilera zbyt długo mi zeszło, więc spóźniłem się do szkoły. Miałem wtedy zajęcia z panią Urszulą Lange. Zapytała, dlaczego spóźniłem się. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że byłem u jubilera i pokazałem z czym. Pani Urszula od razu zorientowała się, że to bardzo cenna moneta i skontaktowała się zaraz ze słupskim konserwatorem zabytków.

Tomasz Jurgielewicz, znalazca monety

Konserwator wystąpił o nagrodę dla nastolatka – i tę nagrodę dostał. O znalezisku zrobiło się głośno. Lokalne gazety ogłaszały sensację: „Trzecia w świecie złota moneta – w Miastku” („Słowo Ludu”) oraz „Numizmatyczna sensacja w Miastku”. Sam Tomasz nie czuł się sławny – miał wtedy kilkanaście lat i inne priorytety. Zarzekał się, że nie rozkopał działki w poszukiwaniu kolejnych monet, choć gdyby miał wykrywacz metali – być może by spróbował.

Tajemnica monety: cesarz, otwór i błędne ustalenia

Moneta trafiła do konserwatora zabytków na osiem lat. Początkowo sądzono, że została wybita za czasów cesarza Filipa I Araba (rządzącego w latach 244–249 n.e.). Okazało się to błędem. W górnej części monety znajduje się otwór – został przedziurawiony w starożytności, ponieważ noszono go jako ozdobę lub amulet. Dopiero późniejsze badania, przeprowadzone przez Katarzynę Pągowską z Działu Historyczno-Artystycznego Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, rozwikłały zagadkę.

Przeglądając i analizując katalogi monet rzymskich, w tym monumentalne dzieło Henry'ego Cohena, nie odnalazłam wśród monet bitych za czasów panowania Filipa Araba odmiany aureusa pasującej do tej znajdującej się w zbiorach muzeum. Chodzi przede wszystkim o rewers, na którym widnieje kolumna z napisem: COS II. Takiego wariantu rewersu nie ma na złotych monetach Filipa Araba, znajduje się natomiast na aureusach Filipa II. Na awersie natomiast widnieje wizerunek władcy o dość młodych rysach, co przemawia za tym, że jest to oblicze syna, a nie ojca.

Katarzyna Pągowska, Dział Historyczno-Artystyczny Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku

Katarzyna Pągowska doszła do wniosku, że moneta jest aureusem Filipa II, a nie Filipa I Araba. Ostateczna identyfikacja przesunęła datowanie znaleziska na połowę III wieku n.e., co czyni je wyjątkowo rzadkim i cennym przykładem rzymskiej mennictwa trafionym do polskich zbiorów.

Źródło: zobacz oryginał

Zgłoś poprawkę do redakcji

Jeśli zauważyłeś błąd merytoryczny, nieścisłość lub chcesz sprostować informację - napisz do nas. Twoje zgłoszenie trafi bezpośrednio do redakcji.

Odpiszemy na podany adres e-mail.
AJ

Anna Jurewicz

Reporterka z 11-letnim stażem, opisuje ludzi, kulturę i codzienne życie Słupska.

Więcej artykułów →

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!