Skarb w kryształowym wazonie: jak 12-latek z Miastka znalazł rzymskiego aureusa
W latach 80. XX wieku na działce ogrodowej w Miastku, niedaleko zakładu wodociągów, młody Tomasz Jurgielewicz kończył prace melioracyjne. Postanowił jeszcze wykopać robaki na ryby – i wtedy natrafił na mały, zabrudzony krążek. Kiedy go przetarł, błysnął. Chłopiec nie zdawał sobie sprawy z wartości znaleziska – wrzucił je do domowego kryształowego wazonu.
Dopiero namowa rodziców skłoniła go do wizyty u miejscowego jubilera. Ten od razu stwierdził, że przedmiot wykonany jest z czystego złota i chciał go odkupić, ale nastolatek się nie zgodził. Choć wiedział już, że to złoto, wciąż nie miał pojęcia, że trzyma w rękach rzymskiego aureusa – jednego z najrzadszych numizmatów, jakie kiedykolwiek znaleziono w Polsce.
Lekcja chemii, która zmieniła wszystko
Spóźnienie do szkoły okazało się przełomem. Tomasz spóźnił się na lekcję chemii u pani Urszuli Lange. Na pytanie o powód spóźnienia odpowiedział zgodnie z prawdą – był u jubilera i pokazał znalezisko. Nauczycielka od razu zorientowała się, że to może być niezwykle cenna moneta. Skontaktowała się ze słupskim konserwatorem zabytków, Zdzisławem Daczkowskim.
U jubilera zbyt długo mi zeszło, więc spóźniłem się do szkoły. Miałem wtedy zajęcia z panią Urszulą Lange. Zapytała, dlaczego spóźniłem się. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że byłem u jubilera i pokazałem z czym. Pani Urszula od razu zorientowała się, że to bardzo cenna moneta i skontaktowała się zaraz ze słupskim konserwatorem zabytków.
Tomasz Jurgielewicz, znalazca monety
Konserwator wystąpił o nagrodę dla nastolatka – i tę nagrodę dostał. O znalezisku zrobiło się głośno. Lokalne gazety ogłaszały sensację: „Trzecia w świecie złota moneta – w Miastku” („Słowo Ludu”) oraz „Numizmatyczna sensacja w Miastku”. Sam Tomasz nie czuł się sławny – miał wtedy kilkanaście lat i inne priorytety. Zarzekał się, że nie rozkopał działki w poszukiwaniu kolejnych monet, choć gdyby miał wykrywacz metali – być może by spróbował.
Tajemnica monety: cesarz, otwór i błędne ustalenia
Moneta trafiła do konserwatora zabytków na osiem lat. Początkowo sądzono, że została wybita za czasów cesarza Filipa I Araba (rządzącego w latach 244–249 n.e.). Okazało się to błędem. W górnej części monety znajduje się otwór – został przedziurawiony w starożytności, ponieważ noszono go jako ozdobę lub amulet. Dopiero późniejsze badania, przeprowadzone przez Katarzynę Pągowską z Działu Historyczno-Artystycznego Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, rozwikłały zagadkę.
Przeglądając i analizując katalogi monet rzymskich, w tym monumentalne dzieło Henry'ego Cohena, nie odnalazłam wśród monet bitych za czasów panowania Filipa Araba odmiany aureusa pasującej do tej znajdującej się w zbiorach muzeum. Chodzi przede wszystkim o rewers, na którym widnieje kolumna z napisem: COS II. Takiego wariantu rewersu nie ma na złotych monetach Filipa Araba, znajduje się natomiast na aureusach Filipa II. Na awersie natomiast widnieje wizerunek władcy o dość młodych rysach, co przemawia za tym, że jest to oblicze syna, a nie ojca.
Katarzyna Pągowska, Dział Historyczno-Artystyczny Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku
Katarzyna Pągowska doszła do wniosku, że moneta jest aureusem Filipa II, a nie Filipa I Araba. Ostateczna identyfikacja przesunęła datowanie znaleziska na połowę III wieku n.e., co czyni je wyjątkowo rzadkim i cennym przykładem rzymskiej mennictwa trafionym do polskich zbiorów.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!