Piątek, 7 sierpnia 2026
Imieniny: Dorota, Kajetan, Konrad

Kiedyś serce słupskiego przemysłu. Dziś zostały tylko wspomnienia i cegły

Reklamuj sie w tym artykule

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu tysiące mieszkańców Słupska codziennie przekraczało bramy wielkich zakładów pracy. Dziś po fabrykach, które napędzały lokalną gospodarkę, zostały jedynie resztki czerwonych murów i opowieści. Niewiele osób pamięta, że w miejscu dzisiejszych pustych przestrzeni przy Al. Wojska Polskiego tętniło życie przemysłowe, a zakłady takie jak „Sezamor”, Słupska Fabryka Mebli czy „Pomorzanka” były wizytówką miasta. To właśnie tam w latach świetności pracowały tysiące słupszczan, a produkty trafiały na rynki całej Europy.

Historia tych zakładów to nie tylko opowieść o maszynach i taśmach produkcyjnych. To przede wszystkim historia ludzi, którzy budowali powojenny Słupsk, oraz świadectwo przemian, jakie zaszły w polskiej gospodarce po 1989 roku. Dziś, gdy patrzymy na zaniedbane hale i pustostany, warto przypomnieć, jak wielkie znaczenie dla miasta miały te miejsca.

Od narzędzi rolniczych do łańcuchów okrętowych – dzieje „Sezamoru”

Początki przemysłowego kwartału przy dzisiejszej Al. Wojska Polskiego sięgają końca lat 40. XX wieku. Jak podaje wydana w 1981 r. „Historia Słupska” pod redakcją Stanisława Gierszewskiego, w miejscu tym funkcjonował oddział nr 2 Słupskiej Fabryki Narzędzi Rolniczych, który zatrudniał 121 osób. W latach 1947–1949 produkowano tu młotki, hydronetki, piecyki typu koza oraz młockarnie marki „Jutrzenka”. To był skromny początek, ale już wtedy zapowiadał przemysłową przyszłość tego miejsca.

Z początkiem lat 50. zakład przekształcono w Słupskie Warsztaty Mechaniczne i Odlewnicze Żeliwa, które w latach 1951–1956 podlegały Przemysłowi Sprzętu Okrętowego w Gdańsku. To wtedy w profilu produkcyjnym zaczęły dominować elementy dla stoczni. Kolejne zmiany przyniósł rok 1956, kiedy zakład przejął Zarząd Przemysłu Motoryzacyjnego w Warszawie, wprowadzając produkcję podnośników hydraulicznych. Ostatecznie w 1958 r. firma, już jako Słupskie Zakłady Sprzętu Okrętowego, wróciła pod skrzydła przemysłu okrętowego.

Złota era „Sezamoru” – łańcuchy, które podbiły świat

Przełom lat 60. i 70. to czas, w którym zakład przeniósł się do nowych obiektów przy ul. Szczecińskiej i rozpoczął produkcję, która przyniosła mu sławę. Łańcuchy kotwiczne i techniczne ze Słupska trafiały na rynki krajowe i zagraniczne, a o sukcesach pisał nawet „Głos Pomorza” pod koniec 1974 r. Wtedy też w szyldzie firmy pojawił się „Sezamor” – skrót teleksowy, który przetrwał do dziś, mimo wielu zmian oficjalnej nazwy.

Za sukcesami stał ówczesny dyrektor zakładów Arnold Godlewski, wybitny specjalista przemysłu okrętowego. Objął stanowisko po proteście załogi przeciwko tragicznym wydarzeniom na wybrzeżu w grudniu 1970 r. To on dokończył budowę nowego „Sezamoru” i przeprowadzkę ze starych obiektów przy ul. Mickiewicza. W nowej siedzibie wdrożono nowoczesne procesy technologiczne, produkując m.in. złącza, żurawiki łodziowe, łańcuchy kotwiczne i suwnice. Jak pisaliśmy na tych łamach 27 stycznia 1977 r., zakład był na fali postępu technicznego i nowoczesności.

Słupska Fabryka Mebli – meblowy potentat, który upadł

Drugim gigantem słupskiego przemysłu była Słupska Fabryka Mebli (SFM). Jej tradycje sięgają XIX wieku, a w czasach PRL była drugim – po fabryce butów „Alka” – zakładem o największym potencjale przemysłowym w mieście. Jak podaje „Historia Słupska”, już w 1947 r. w jednym zakładzie wykonano m.in. 505 stołów rozsuwanych prostokątnych, 543 stoły rozsuwane okrągłe, 368 stolików pod maszyny do pisania i 350 biurek. Część produkcji szła na eksport – w tym roku wysłano za granicę 45 kompletów sypialnianych.

Z czasem wiodącemu zakładowi przy ul. Krzywoustego podlegało w samym Słupsku 8 filii produkcyjnych, m.in. na ul. Kaszubskiej i Solskiego, a także wzorcownia przy ul. Kościuszki i tapicernia przy ul. Jaracza. SFM miała też filie w prawie wszystkich miastach byłego województwa słupskiego. Przez kilka dekad była jednym z największych producentów mebli w kraju i ich eksporterem, zdobywając zachodnioeuropejskie rynki. Niestety, zakład przetrwał początkowy okres transformacji, ale upadł podczas restrukturyzacji, która – jak to ujął jeden z komentatorów – przypominała przemeblowanie na ścianie. Dziś tereny pofabryczne to przemysłowy odłóg.

„Pomorzanka” – słodki smak dzieciństwa i gorycz upadku

Nie sposób pominąć fabryki cukierków „Pomorzanka”, która rozpoczęła powojenny żywot pod koniec 1945 r. Początkowo stanowiła własność prywatną Stanisława Jastrzębskiego i Karola Wojtowicza, zatrudniając 30 pracownic, kilku mechaników i majstra. Po upaństwowieniu trafiła pod skrzydła PSS „Społem”, a w 1949 r. przejęło ją zjednoczenie przemysłu cukierniczego. W tym samym roku produkcja wzrosła do prawie 32 ton wyrobów cukierniczych o wartości ponad 6 mln zł.

Historia „Pomorzanki” to jednak nie tylko słodycze. Zakład omal nie upadł z powodu… nierentownej kwaszarni kapusty, która była pod jego zarządem. Jak czytamy w „Historii Słupska”, z powodu strat w kwaszarni rok 1947 zakończył się deficytem sięgającym 2 mln zł. Kwaszarnia w końcu trafiła do spółdzielni ogrodniczo-pszczelarskiej, a fabryka mogła skupić się na produkcji karmelków, drażetek i galanterii czekoladowej. Produkcja rosła lawinowo – od 1186 ton w 1950 r. do 2828 ton w 1956 r., a zatrudnienie wzrosło z 266 osób w 1951 r. do 391 osób w 1956 r. Mimo trudności, takich jak brak olejku orzeszkowego czy nieterminowe dostawy maszyn, udało się poprawić warunki pracy i rozbudować zakład.

Dlaczego to ważne dla Słupska?

Te zakłady to nie tylko karty historii. To dowód na to, że Słupsk potrafił być przemysłowym liderem, a jego mieszkańcy – wykwalifikowaną i pracowitą załogą. Upadek tych fabryk pozostawił nie tylko puste hale, ale także luki w tkance społecznej miasta. Dziś, gdy mówi się o rewitalizacji terenów poprzemysłowych, warto pamiętać o ich dziedzictwie i potencjale. Być może wkrótce te miejsca odzyskają nowe życie – jako przestrzeń dla nowych inwestycji, mieszkań czy miejsc pracy.

Przyszłość terenów po „Sezamorze”, SFM i „Pomorzance” zależy od decyzji władz miasta i inwestorów. Czy uda się tchnąć w nie nowego ducha? Czas pokaże. Jedno jest pewne – historia tych zakładów zasługuje na pamięć i przypominanie kolejnym pokoleniom słupszczan.

Źródło: „Historia Słupska” pod redakcją Stanisława Gierszewskiego, Wydawnictwo Poznańskie, 1981 r.

Źródło: zobacz oryginał

Zgłoś poprawkę do redakcji

Jeśli zauważyłeś błąd merytoryczny, nieścisłość lub chcesz sprostować informację - napisz do nas. Twoje zgłoszenie trafi bezpośrednio do redakcji.

Odpiszemy na podany adres e-mail.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!